niedziela, 25 listopada 2012

Deutsch. Repetytorium tematyczno-leksykalne, Ewa Maria Rostek


Czas na kolejne książki, które warto mieć w swojej biblioteczce, a jeszcze lepiej – w głowie.
Pierwszy raz z serią repetytoriów tematyczno-leksykalnych Wydawnictwa Wagros zetknęłam się w zamierzchłych czasach liceum. Moja nauczycielka postanowiła wprowadzić Deutsch. Repetytorium tematyczno-leksykalne 1 jako uzupełnienie potwornie nudnego podręcznika Themen Neu, który – nie tylko moim zdaniem – skutecznie zniechęca do nauki języka Goethego.     

I był to niewątpliwie pedagogiczny sukces – krótkie, nieprzeinfantylizowane czytanki, kilka pytań do tekstu i słownik, a właściwie dwa. Wortschatz A – stanowiący zbiór słów i zwrotów użytych w tekście, dzięki któremu nie trzeba było ślęczeć nad przepastnym słownikiem i Wortschatz B – czyli rozszerzoną listę leksemów, przydatną do formułowania własnych wypowiedzi na czytankowy temat.

Germanistka z uporem maniaka pastwiła się nad klasą, zadając coraz to nowe czytanki, pisemne odpowiedzi na pytania z repetytorium czy przeprowadzając na każdej lekcji kartkówkę z wagrosowej listy słówek. A mimo to, nie znam nikogo, kto nie lubiłby się uczyć z tej niepozornej biało-różowej książeczki.  

Na czym polega fenomen serii? Po pierwsze – wszystko dokładnie wiadomo: mamy tutaj bloki tematyczne, które odpowiadają najczęściej spotykanym zagadnieniom maturalnym, słownictwo – podstawowe, pozwalające bez trudu rozszyfrować czytankę (Wortschatz A) jeszcze samodzielnie zbudować oryginalną wypowiedź (Wortschatz B), pytania do tekstu i tak pożądane wśród maturzystów – reakcje językowe.

Po drugie – książka zachęca do systematyczności – jednorazowa porcja wiedzy do przyswojenia nie powinna przytłoczyć nawet najbardziej leniwego ucznia.

Poza tym, nawet posiadając duży zasób słownictwa, odnajdziemy wiele nowości pośród zaprezentowanych tekstów. Autorom udało się coś nieprawdopodobnego – publikacje nie są zbyt trudne czy skomplikowane do samodzielnej nauki, ale jednocześnie nie ma chyba nikogo, kto znałby cały zamieszczony w nich materiał. Mimo że od dawna uczę się z repetytorium 2 i 3, poziom czytanek poczciwej "jedynki"wciąż potrafi mnie zaskoczyć.

Kolejne plusy to dodatek w postaci płyty CD, na której zostały nagrane niektóre teksty i ćwiczenia na rozumienie tekstu (jedyny minus –  nie powalają  jakością, ale może to wina wadliwego egzemplarza?) i przystępna cena.

Zatem – polecam! Maturzystom i wszystkim tym, którzy lubią się uczyć czytając w języku obcym, ale na lekturę Güntera Grassa w oryginale przyjdzie im poczekać jeszcze parę lat…

środa, 10 października 2012

Niemiecki. Czasowniki. To proste. Agnieszka Król


Z zasady nie utrzymuję kontaktów z nudziarzami.

Ale czasem w życiu przydaje się odrobina rutyny, stabilizacji i porządku – zwał jak zwał.

W mojej nomadziej egzystencji taką funkcję spełniają niektóre powtarzalne zajęcia, dzięki którym czuję się domowo gdziekolwiek jestem.

Codziennym rytuałem jest uwicie kokonu z koca tak, by wystawały z niego ręce – jedna na kubek z herbatą, druga na książkę.

 Bez fajerwerków – zwyczajnie, spokojnie, nudnawo.

Ten opis równie dobrze może charakteryzować książkę, która ostatnio towarzyszy mi w tych „zakokonionych” popołudniach.

Niemiecki. Czasowniki. To proste –  tytuł sugeruje, że będzie łatwo. Nie będzie. Kto nie jest rodowitym użytkownikiem języka niemieckiego albo nadczłowiekiem ten wie, że starcie z czasownikiem po prostu nie może być łatwe.  Ale może być nieco łatwiejsze niż normalnie. I właśnie po to jest ta publikacja. (I szereg kolejnych, bo to jedna z serii).

Autorka kompleksowo objaśnia wszystkie zagadnienia związane z czasownikami – formy posiłkowe, regularne, nieregularne, złożone, pokrewne, modalne, zwrotne i bliskoznaczne. Zapewnia też, że –
„w odróżnieniu od innych publikacji” – robi to za pomocą zwrotów często stosowanych w życiu codziennym, ale do tej pory nie zauważyłam, by jakikolwiek inny twórca podręcznika robił inaczej.  
Każdy rozdział zaczyna obszernym przygotowaniem teoretycznym, którego skuteczność możemy sprawdzić rozwiązując zamieszczone dalej ćwiczenia. Całość wieńczy klucz do ćwiczeń.
I to by było na tyle. Powoli do celu.  

TYTUŁ
AUTOR
WYDAWNICTWO
ROK WYD.
CENA
DOSTĘPNOŚĆ
WYDANIE
OCENA
Niemiecki. Czasowniki. To proste
Agnieszka Król
Eremis
2006
18 zł
dostępne
112 s. format 163x235, dwa kolory

4,5


Repetytorium leksykalne. Język niemiecki. Przemysław Gębal, Maciej Ganczar, Sławomira Kołsut, Wydawnictwo LektorKlett


Repetytorium leksykalne to jedna z tych książek, które kupujemy tuż przed maturą lub spędzającym sen z powiek egzaminem. 

Zupełnie niepotrzebnie.

I to nie dlatego, że publikacja jest nieprzydatna. Jest pomocna na tyle, że powinna  nam towarzyszyć od samego początku nauki. 

Kupiona „za pięć dwunasta” posłuży jako podręczny zbiór koniecznych do wkucia wyrazów i tyle. A żal nie wykorzystać drzemiącego w niej potencjału.

Publikacja w piętnastu rozdziałach zbiera wymagane na egzaminach językowych słownictwo i sprawdzające je ćwiczenia (powinnam napisać odwrotnie, bo najpierw są ćwiczenia, a pojawienie się listy słówek zwiastuje nadejście kolejnego zagadnienia):

1. Mensch
2. Wohnen
3. Schule
4. Arbeit
5. Familien- und Gesellschaftsleben
6. Essen und Trinken
7. Einkäufe und Dienstleistungen
8. Reisen
9. Kultur
10. Sport
11. Gesundheit
12. Wissenschaft und Technik
13. Natur
14. Staat und Gesellschaft
15. DAHL-Landeskunde

Każdy z rozdziałów dzieli się na trzy części: Wortschatz-Training, Schatzkiste i Glossar.

Wortschatz-Training to ćwiczenia i zadania sprawdzające/systematyzujące i uzupełniające znajomość słów z poszczególnych zagadnień. Polegają na praktycznym wykorzystaniu ćwiczonego materiału, obok każdego z nich zaznaczono stopień trudności (łatwe, średnio trudne, trudne).  
Zadań jest całkiem sporo i naprawdę wspomagają utrwalenie materiału. Takich rezultatów nie osiągniemy biernie mamrocząc wypisane na kartce słówka.

Schatzkiste to nic innego jak popularna mapa myśli do uzupełnienia. O jej zbawiennym wpływie na naukę i aktywizowaniu mózgu wiedzą już chyba nawet prymitywne plemiona afrykańskie, więc nie ma się co rozpisywać. Po prostu jest w każdym rozdziale i warto ją uzupełniać.

Kolejnym podrozdziałem jest Glossar, czyli słownik – tematyczny zbiór słownictwa, podzielony na podkategorie, wewnątrz których wydzielono czasowniki oraz przymiotniki z przysłówkami. 
Początkującego adepta języka niemieckiego obfitość materiału może przytłoczyć – wtedy wystarczy skupić się na nauce słówek oznaczonych symbolem kluczyka, który sygnalizuje ich przynależność do podstawowego słownictwa w danym kręgu tematycznym. Po okrzepnięciu można zgłębiać temat dalej.

Niezłym bonusem, pomagającym w okiełznaniu egzaminów językowych, są zamieszczone na końcu tomu przykłady sytuacji komunikacyjnych, z którymi być może przyjdzie się nam zmierzyć, wraz z propozycją słownictwa – Rollenspiele (aż 45!) i wykaz tematów do dyskusji –  Diskussionsimpulse (30).
Jest też Redemittel (zawiera gotowe zwroty pomagające w dyskusji i opisywaniu fotografii, obrazka), słowniczek polsko-niemiecki i klucz do ćwiczeń, który samodzielną naukę w domowym zaciszu czyni sensownym zajęciem.  

Jestem pewna, że rzetelna nauka z tego Repetytorium leksykalnego pozwoli każdemu na przyswojenie ponad 4000 słów i zwrotów i zdanie matury z niemieckiego (a przynajmniej części „niegramatycznej”). Zertifikat Deutsch i Deutsch Plus też nie powinny stanowić problemu. 

Gdybym z jakiegoś niezwykłego powodu musiała wybrać jedną, jedyną książkę do nauki niemieckiego, byłaby to ta publikacja. Naginając trochę to obostrzenie, wzięłabym drugą, do gramatyki  Nowe repetytorium z gramatyki języka niemieckiego Stanisława Bęzy. 
Ale to już materiał na kolejną opowieść... 
  

TYTUŁ
AUTOR
WYDAWNICTWO
ROK WYD.
CENA
DOSTĘPNOŚĆ
WYDANIE
OCENA
Repetytorium leksyklane. Język niemiecki
Przemysław Gębal, Maciej Ganczar, Sławomira Kołsut
LektorKlett
2006
29,90
dostępne
264 s. okładka miękka, czarno-białe, format 180x240
5

poniedziałek, 8 października 2012

Beata Pawlikowska, Blondynka na językach - niemiecki. Wydawnictwo G+J Gruner + Jahr


Ponoć mężczyźni wolą blondynki. Czy wolą je także uczniowie?

Nawet jeśli nie, najsłynniejsza polska blond podróżniczka zrobi wszystko, by tak było. 

Śmiało i nieco zalotnie spogląda z okładki książki, która tym razem nie opowiada o trudach wędrówki przez dżunglę. To kurs rozmawiania w języku obcym. Bijąc się w pierś przyznaję, że pomyślałam sobie o pani Beacie brzydko. Być może wylazło ze mnie stereotypowe polactwo i głęboko zakorzenione przekonanie, że jak ktoś zaczyna odcinać kupony od wcześniejszych dokonań, to kolejne przedsięwzięcia będą obliczonym na zysk bezwartościowym chłamem.

I gdyby nie swobodne nurzanie się w rogu obfitości, jakim jest pobliska „Tania Książka”, nie dane byłoby mi się przekonać, że nie mam racji. Jednak co 12 złotych, to nie 30, więc postanowiłam zaryzykować. I może nie rozbiłam banku, ale nie towarzyszy mi uczucie niesmaku jak tym, którzy zaufali literackiemu talentowi Ibisza, Cichopek czy Kwaśniewskiej.

Ale czym udział Pawlikowskiej, bądź co bądź  dziennikarki, a nie metodyka nauczania języków obcych czy chociaż nauczycielki, różni się od lansu Krzysztofa - kulturysty, Jolanty - bezowej specjalistki i Kasi - sexy mamy?

Wikipedia donosi, że podejmowała studia w dziedzinie hungarystyki i anglistyki (co jednak nie świadczy o tym, że je skończyła...Ale o zamiłowaniu do studiów językowych świadczy jak najbardziej!), a tak zwany chłopski rozum podpowiada, że jako podróżniczka musiała zmierzyć się z niejednym problemem komunikacyjnym. 

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wylazł z niej dziennikarski sznyt – szczególnie widoczny w niemal bajkowym opisie polecanej przez nią metody. „Całkiem nowej”, „instynktownej”, „zero gramatyki, zero wykuwania (sic!) słówek, zero odmian czasowników, które trzeba na pamięć wbić sobie do głowy”. 

No patrz pani! To da się „szprechać" bez uczenia słówek? Słyszałam coś o takiej metodzie –  „słownik pod poduszkę”, czasem zeszyt. Szczególnie przydatne przed sprawdzianem, kiedy już naprawdę nic nie pomaga. U mnie nie zadziałało, może miałam jakąś wiedzonieprzepuszczalną pościel. Kto wie? 

Tyle lat nauki poszło na marne! Skandal. Gdy już zanurzałam się w otchłań rozpaczy, a właściwie brodziłam w niej po kostki, dotarło do mnie, że to jednak nie może być prawda. 

Bo skoro przysłowia są mądrością narodu, to należy ufać tym wszystkim „bez pracy nie ma kołaczy”, „pieczone gołąbki nie lecą same do gąbki” czy swojskiemu „ohne Fleiß kein Preis”.

I miałam rację, bo choć Beata Pawlikowska cośtam bajdurzy o innowacyjności, o tym jak to języka obcego można się uczyć na zasadzie logicznej układanki, to swoją twarzą i nazwiskiem firmuje klasyczną książkę do nauki języka obcego z wielce pomocnym dodatkiem w postaci płyty CD z jej kojącym głosem.

I nawet jak sto razy powtórzy, że jest inaczej, to tak nie jest. Zatem – do sedna.
Niepozorna książeczka wydrukowana starannie na papierze zwanym przez specjalistów chamois, a przez zwykłych śmiertelników „żółtawą taniochą”, dzieli się na pięć poziomów. Strona po stronie zdobywamy coraz to nowe umiejętności:

I. Podstawowe wyrażenia i zdania, tłumaczone przez lektora. Zadaniem ucznia jest ich tłumaczenie z polskiego na niemiecki.
II. Polega na powtarzaniu całkowicie potocznym językiem fragmentów z poziomu I. Tłumaczenie z niemieckiego na polski.
III. Zdania złożone z już poznanych elementów - z polskiego na niemiecki.
IV. Krótkie opowiastki z dołączeniem nowych słówek i wyrażeń - znów z polskiego na niemiecki.
V. Egzamin polegający na udzieleniu lektorowi na pytanie - całość po niemiecku. 

Autorka, czy też należałoby powiedzieć "propagatorka", zapewnia, że przejście tych pięciu kroków pozwoli bez trudu nauczyć się mówić i rozumieć.
Zanim to jednak nastąpi musisz powtórzyć na głos czytane przez lektora zdania i nauczyć się ich na pamięć (zaraz zaraz... czyżby – ordynarnie mówiąc – wkuć? Przecież miało tego nie być?!). Można się też uczyć bezpośrednio z książki, w tym celu polskie wersje zdań umieszczono po lewej stronie, a ich niemieckie odpowiedniki po prawej (myk myk, zasłaniamy karteczką i odpytujemy sami siebie). Po zapoznaniu się z  listą słówek (zdaje się, że również tym pogardzała jeszcze w przedmowie podróżniczka?) należy bezwzględnie wypowiedzieć je na głos, bo tylko w ten sposób na pewno się  je zapamięta

I choć metoda nie jest nowa, a sama książka nie pozwala wzbić się na wyżyny retoryki godne Arystotelesa, to doda nam pewności siebie w kontakcie z Helgą z warzywniaka czy kelnerem Klausem. Bo przecież nie zawsze chodzi o to, żeby w języku obcym wyartykułować swoje zdanie o nierelatywistycznej mechanice kwantowej. Czasem po prostu szukamy toalety w środku Monachium. I nie ma czasu na szperanie w słowniku. Dzięki „Blondynce na językach" wszystko mamy w głowie –  nawet jeśli tylko na poziomie „Wo ist eine Toilette?".   

 

Darmowy Katalog Stron Katari.pl